Niezmiennie od kilku lat nie mogło zabraknąć nas na tym zlocie. W tym roku w mocno okrojonej ekipie , ale imprezę zaliczyliśmy . Na miejsce dotarlismy w dwóch etapach, Ropuch zjawił się wczesnym rankiem w Piątek , a reszta Bieńki, Mosqity i Zdzichu dotariśmy późnym wieczorem. Zanosiło się na burzę ,lecz tylko postraszyło. Reszta imprezy - upał.
Zlot minął w sielankowej atmosferze , jedyny na który wybieramy się bez dzieci. Pojawiło się kilka nowych garbów i konkurencji zlotowych.
Brawa dla Wrzosów za determinacje, upór i ......że się im chce .
Pociągnąć zlot w 2 osoby ....... wielki szacun .